Dania 2011
„ROWEROWE POSELSTWO 2011” - MISJA DANIA ROZPOCZĘTA
Południowa Jutlandia za nami
Po blisko 12-giodzinnej podróży busem i pociągami, 14-osoba delegacja ze Skwierzyna i okolic wyruszyła w sobotę z niemieckiego Flensburga w kierunku duńskiej Kopenhagi. Wizyta w malowniczym Haderslev i służącym za motyw w polskim hymnie Kolding, to jednak dopiero przedsmak tego, co czeka rowerzystów w kolejnych dniach.
Pierwszym przystankiem na trasie rowerowego peletonu było położone nad jednym z jutlandzkich jezior Haderslev. Główną atrakcją miasteczka jest imponująca katedra, w której w 1525 r. odprawioną pierwszą w Danii mszę świętą w obrządku luterańskim. Co ciekawe, właśnie tutaj, w niedzielę, uczestnicy „Rowerowego poselstwa” zostawili pierwsze materiały promujące województwo lubuskie. Ich odbiorcą była… miejscowa pani pastor, która ubolewała jedynie, że nie uprzedziliśmy o naszym przyjeździe wcześniej, bo wówczas mogłaby się do spotkania lepiej przygotować. Pamiątkowe zdjęcie, zaproszenie do Skwierzyny i można było ruszać dalej na południe, gdzie czekały kolejne atrakcje.
Zanim delegacja Lubuszan dotarła do punktu noclegowego w Snoghoj, zatrzymała się w, największym w regionie, mieście Kolding, z zachęcającym do odwiedzin i górującym nad okolicą zamkiem. Tutaj, trafiliśmy na pierwszy polski wątek podczas wyjazdu, bo właśnie tę twierdzę odbijał Szwedom w 1658 r. Stefan Czarnecki podczas tzw. szwedzkiego potopu. Zwycięskie natarcie 2-tysięcznego oddziału naszych wojsk zostało uwiecznione już na stałe - w drugiej zwrotce Mazurka Dąbrowskiego, a także w pamiętnikach uczestnika tamtych walk - Jana Chryzostoma Paska. O Kraju nad Wisłą słyszał także pracownik znajdującego się w zamku muzeum, który obiecał przekazać gadżety i materiały na temat Skwierzyny do działu promocji koldińskiego ratusza. Biorąc pod uwagę fakt, że byliśmy w Kolding w niedzielę, jego pomoc okazała się zwyczajnie niezbędna.
Za to już od poniedziałku, rowerzyści rozpoczynają całą serię oficjalnych spotkań. Na początek, wizyta w urzędzie miasta w Odense i runda honorowa po tamtejszej starówce. Im bliżej końca, poziom i ranga spotkań powinien systematycznie rosnąć - aż do czwartkowego finału u Rafała Wiśniewskiego, ambasadora RP w Królestwie Danii. Póki co, dopisuje zarówno pogoda, jak i kondycja grupa - na całej trasie, rowerzyści złapali zaledwie jedną gumę, a „poważniejszego” błądzenia po miastach na razie nie odnotowano. Mając w pamięci ubiegłoroczny przejazd Z Gandawy do Brugii, gdzie w strugach deszczu trzeba było zmieniać trzy dętki w ciągu jednej godziny, lepiej jednak nie chwalić dnia przed zachodem.

„ROWEROWE POSELSTWO” DOTARŁO DO ODENSE
Z wizytą w mieście Andersena
Pobudka skoro świt, ekspresowy przejazd na wyspę Fionia i ponad godzinne spotkanie w stylowym ratuszu w Odense - w ten sposób spędzili poniedziałek uczestnicy „Rowerowego poselstwa 2011”. „Dziękuję za przybycie. Mam nadzieję, że wkrótce będę mógł odwiedzić wasze województwo” - powiedział Henryk Poulsen, specjalista ds. współpracy międzynarodowej w rodzinnym mieście Hansa Christiana Andersena.
Z uwagi na stosunkowo wczesną porę spotkania w urzędzie miasta w Odense, rowerzyści ze Skwierzyny i okolic opuścili Kolding jeszcze przed 8.00 rano. Blisko 60-kilometrowa trasa do Odense upłynęła bez większych problemów, choć nie obyło się bez wymiany dętki i - na szczęście niegroźnej - wywrotki najstarszego z uczestników. Około południa Lubuszanie minęli rogatki nieformalnej stolicy Fionii. Liczące prawie 200 tys. mieszkańców Odense kojarzy się turystom przede wszystkim z osobą pisarza Christina Andersena, ale również z piękną katedrą oraz postacią znanego na całym świecie kompozytora - Carla Nielsena.
Duże wrażenie robi również miejscowy ratusz. Właśnie w tym budynku odbyło się oficjalne spotkanie z przedstawicielem burmistrza Odense - Henrykiem Poulsenem. Po bardzo życzliwym powitaniu, cała grupa została zaproszona do sali obrad Rady Miasta Odense, gdzie Poulsen opowiedział m. in. o duńskiej koncepcji państwa dobrobytu, szerokiej autonomii nordyckich samorządów oraz o sytuacji na lokalnej i krajowej scenie politycznej. Honorowa runda po ratuszu zakończyła się w komnacie przygotowanej specjalnie na potrzeby duńskiej królowej Małgorzaty II. - Pokazujemy ją osobom z zewnątrz tylko w wyjątkowych okazjach. Wasza wizyta jest jedną z nich - przekonywał - pół żartem, pół serio - urzędnik. W rewanżu, został zaproszony do Skwierzyny i województwa lubuskiego. Co ciekawe, Polskę znał dość dobrze, ponieważ gościł już kilkukrotnie w Katowicach - polskim mieście partnerskim Odense. - Czas zobaczyć, jak wygląda nasz kraj na zachodzi - zachęcali skwierzyniacy.
Poza ratuszem, uczestnicy poselstwa zwiedzili też Katedrę św. Kannuta, zawdzięczającą swą nazwę legendarnemu władcy Danii, który w XI w. poległ w Odense w walce z poganami. I choć w zgodnej ocenie historyków, sam również nie stronił od gwałtów i rozbojów, bohaterska śmierć wystarczyła, aby papież wyniósł go na ołtarze. Szczątki władcy do dzisiaj spoczywają w świątyni. Po wyjściu z kościoła, rowerzyści przenieśli się pod pomnik wszechobecnego w okolicy Andersena, gdzie zrobili sobie pamiątkowe zdjęcie. Aktywny dzień zakończył się wieczorną wizytą na jazzowym koncercie polsko-duńskiej kapeli oraz długim, „kombinowanym” spacerem po zabytkowej części miasta.
Czasu na odpoczynek nie będzie zbyt wiele, bo już dzisiaj grupa wybiera się do Nyborga, a później dalej - przez 20-kilometrowy most łączący Fionię z Zelandią - do miasta Slagelse. Stamtąd, do Kopenhagi zostanie już tylko nieco ponad 100 kilometrów.

ROWEROWE POSELSTWO JUŻ W KOPENHADZE
Szkoła życia…
Sześć przebitych dętek, walka z lejącym deszczem i prawie 100 kilometrów w nogach - oto środowy bilans uczestników tegorocznej edycji „Rowerowego poselstwa”. Mimo przeciwności losu, cała grupa dotarła na jednośladach do stolicy Danii - Kopenhagi. Wczoraj, rowerzyści spotkali się m. in z burmistrzem miasta Nyborg. Jutro odwiedzą polskiego ambasadora i - wspólnie z miejscową polonią - będą promować województwo lubuskie na jednym z głównych placów miasta.
We wtorek rano, peleton wyruszył z Odense w kierunku miejscowości Slagelse. Aby pokonać 70-kilometrową trasę, potrzebna była przeprawa przez najdłuższy most w Europie, który łączy dwie duńskie wyspy: Fionię i Zelandię. Zanim jednak Lubuszanie przekroczyli Wielki Bełt, zawitali do miasta Nyborg, dawnej stolicy Danii. Największą atrakcją kilkudziesięciotysięcznego miasta jest XII-wieczny zamek, w którym podpisano pierwszą duńską konstytucję z 1849 r. W twierdzy czekał na rowerzystów specjalny przewodnik, a po obejrzeniu zabytku, grupa udała się na spotkanie z burmistrzem Nyborga - Erikiem Christiansenem. Warto podkreślić, że gospodarz przyjął skwierzyniaków już po godzinach pracy, a lubuska delegacja była ostatnią grupą, która opuszczała mury miejscowego ratusza. - „Bardzo się cieszę, że na trasie państwa wycieczki znalazł się również Nyborg. Mam nadzieję, że będę mógł w przyszłości odwiedzić również Wasz kraj - powiedział burmistrz.
Po tradycyjnej wymianie materiałów promocyjnych między przedstawicielami Nyborga i Skwierzyny, najwięcej niepewności wśród Lubuszan wzbudzała właśnie wspomniana przeprawa przez ponad 20-kilometrowy most nad Wielkim Bełtem. Okazało się, że niepotrzebnie, bo z pomocą grupie przyszedł szef biura turystycznego w Nyborgu, który własnym samochodem odwiózł wszytskich do hostelu w Slagelse. W związku z tym, że tego samego dnia wieczorem odbywał się piłkarski mecz Dania - Norwegia, nagroda dla życzliwego przewoźnika mogła być tylko jedna i Benny Kjeldbjerg wrócił do domu zaopatrzony w napój chmielowy pochodzący z polskiego Żywca. O tym, że spotkanie zakończyło się po myśli Duńczyków, dowiedzieliśmy się dopiero rano - z uwagi na czekający nas, prawie 100-kilometrowy, przejazd do Kopenhagi, większość grupy zapadła w sen jeszcze przed 22.00.
Wydarzenia ze środy pokazały, że była to jak najbardziej słuszna decyzja. Na całej trasie, pogoda bez wątpienia nie ułatwiała jazdy rowerem. Na przemian lało, wychodziło słońce, a jedynym stałym elementem był nieustanny, porywisty wiatr. Co gorsza, już przed południem rozpoczęła się prawdziwa epidemia „strzelających gum”, bo dętki pękały jak szalone. Dość napisać, że jednego dnia, wymiana była potrzebna aż siedem razy! Tym samym, ubiegłoroczny rekord trzech gum w ciągu kilku godzin stracił swoją rację bytu, a „wyczyn” rowerzystów z ziemi lubuskiej ma ponoć spore szansę na kwalifikację do księgi rekordów Guinessa. Co jednak najważniejsze, wszyscy cali i zdrowi, z uśmiechem na ustach, dotarli wieczorem do centrum Kopenhagi. Najważniejszym punktem wizyty w duńskiej stolicy będzie oficjalne spotkanie Lubuszan z ambasadorem RP w Kopenhadze - Rafałem Wiśniewskim. Później, rowerzyści będą rozdawać na Placu Ratuszowym setki materiałów promujących nasz region. Powrót do Polski planują w nocy z piątku na sobotę.

ROWEROWE POSELSTWO 2011 – FINAŁ
Pozdrowienia od ambasadora
„Gratuluję świetnego pomysłu. Będę państwu dalej kibicował. Serdeczności dla waszego burmistrza” - podsumował spotkanie z delegacją „Rowerowego poselstwa” ambasador RP w Danii - Rafał Wiśniewski. Godzinę później rowerzyści rozdawali już setki materiałów promocyjnych w centrum miasta i zapraszali mieszkańców stolicy do odwiedzenia ziemi lubuskiej.
Dwudniowy pobyt w Kopenhadze to finał tegorocznej edycji „Rowerowego poselstwa”. Po długim - i obfitującym w strzelające dętki - odcinku ze Slagelse, wszyscy czekali na czwartkową wizytę w ambasadzie RP w Królestwie Danii. Siedziba polskiego przedstawicielstwa znajduje się w zasadzie poza miastem, ale położenie placówki wynagradza wszelkie niedogodności związane z dość skomplikowanym dojazdem: fantastyczna zatoka, typowa, VIP-owska dzielnica i szwedzkie wybrzeże na horyzoncie. Nic dziwnego, że szybko pojawiły się pytania uczniów o to, co zrobić, aby znaleźć tutaj pracę. - „Nie ma reguły, a języki to nie wszystko. Pewnie, że dobrze jest skończyć stosunki międzynarodowe czy administrację publiczną, ale mam też kolegów po sinologii czy kulturoznawstwie. Wszystko przed wami” – zachęcał Rafał Wiśniewski. I słusznie - najwyższy czas, abyśmy spotykali w takich miejscach również znajome, skwierzyńskie twarze. Może już za rok w Austrii?
Samo, ponad godzinne, spotkanie w ambasadzie upłynęło w bardzo przyjemne, półoficjalnej atmosferze. Okazało, że ambasador Wiśniewski zna nasz region dość dobrze, bo często przejeżdża przez Skwierzynę w drodze do Warszawy. - „Proszę zatrzymać się u nas na dłużej. Najlepiej z jakimś dużym, duńskim inwestorem. Będziemy na państwa czekać z otwartymi rękoma” - błyskawicznie zareagowali uczestnicy poselstwa. Nie zabrakło też pytań o Polaków studiujących i pracujących w Kopenhadze czy o przyczyny tak wysokich kosztów życia w Danii. Aby zachęcić pracowników ambasady do przyjazdu do Polski - zarówno pan ambasador, jak i sekretarz placówki - Joanna Tamborska, otrzymali upominki i materiały promocyjne o ziemi lubuskiej. Rafał Wiśniewski wyraził też uznanie dla pomysłodawcy „Rowerowego poselstwa”, byłego nauczyciela historii w skwierzyńskim liceum, a obecnie - burmistrza tego miasta - Tomasza Watrosa.
Setki map, folderów informacyjnych i ulotek otrzymali zresztą także mieszkańcy Kopenhagi, bo grupa Lubuszan przez prawie dwie godziny rozdawała materiały w centralnym punkcie miasta - Placu Ratuszowym. W międzyczasie, rowerzystów odwiedzili reprezentanci miejscowej Polonii - dziennikarz polskojęzycznego portalu internetowego „Polonia.dk” oraz przedstawiciel stowarzyszenia „Ognisko”. O naszej wyprawie, obiecali napisać, w wydawanej w Kopenhadze, polskiej gazecie informacyjnej. Kiedy usłyszeli o tym, że grupa pokonała na jednośladach prawie 400 kilometrów, początkowo wzięli to za żart, ale już po chwili nie potrafili ukryć wielkiego szacunku dla wszystkich uczestników. A pomyśleć, że jeszcze dwa lata temu, w Holandii, dystans był niemal dwukrotnie dłuższy…
Popołudnie i wieczór upłynęły pod znakiem turystki, spacerów po słynnym deptaku Storget, a także zgłębiania uroków portowych uliczek, kafejek i kawiarni. Trochę zwiedzania będzie jeszcze w piątek, ale u części rowerzystów zaczął się przewijać smutny temat końca eskapady. Niestety - tydzień na duńskiej ziemi minął bardzo szybko. Ostatnia atrakcja to przepływ promem z Gedser do Rostocku. Również tam, nie zabraknie skwierzyńskich flag i powtarzanych na każdym kroku zaproszeń do najfajniejszego miasta w zachodniej Polsce ;-)
